Dlaczego zniknęłam z internetu – moje zderzenie z kryzysem
Kiedy kilka lat temu podjęłam decyzję o wyjściu z internetu, byłam w tzw. czarnej d…ziurze. To niełatwa decyzja po kilka latach budowania społeczności wokół Self-Reg. Jednak jedyna, jaką mogłam wtedy podjąć. Bo – teraz mogę już o tym napisać – byłam w depresji i stanach lękowych.
Depresja, wypalenie empatyczne i brak siły – wszystko naraz
Złożyło się na to sporo rzeczy:
- mocny rzut choroby autoimmunologicznej, która sprawiła, że trudno było wstać z łóżka, bo zmagałam się z bólem i brakiem energii,
- to, że chyba doświadczyłam tzw. wypalenia empatycznego, bo pomagałam wszystkim i wszędzie, z automatu i czułam emocje innych w sobie (grupa na FB była zbudowana w dużej mierze na tej mojej chęci pomagania i kojenia innych, i to piękne, tyle, że nie czułam ani sygnałów ani granic tego pomagania),
- trudności emocjonalne mojej córki wymagające mojego dużego wsparcia,
- przemoc rówieśnicza w szkole młodszego syna,
- przemoc psychiczna innych kobiet wobec mniei ja sama nieumiejąca w tym wszystkim nawet odnaleźć swojego głosu.
Odkryłam, że przy przeciążeniu stresem słowa mi znikają, nie jestem w stanie zwerbalizować tego, co u mnie dopóki wszystko się we mnie nie przetoczy. I go non-verbal.
Łyżeczki energii i wybór: co naprawdę ważne, kiedy nie ogarniasz
Chciałabym napisać, że wtedy zaczęła się moja piękna podróż do siebie (i po części tę podróż odbyłam, ale czy była piękna??). Próbowałam w to wierzyć, że to lekcja i teraz wreszcie tak widzę, ale wtedy….
Szczerze i autentycznie mogę powiedzieć, że najpierw było przetrwanie. Wybieranie tego, co naprawdę najistotniejsze, skoro mam tylko kilka łyżeczek energii, a każda aktywność i każdy stres wysysa je w tempie ekspresowym. I okazało się wtedy najważniejszy był nie biznes, i nawet nie zobowiązanie, które wydawało mi się, że mam wobec świata i ludzi, ale… ja sama i najbliżsi.
Kryzys w rodzinie i samotność w trudnych emocjach
W tamtym okresie niewiele dostałam wsparcia od innych, bo ani nie umiem o nie prosić (zwłaszcza w fazie “non-verbal”), ani inni nie bardzo chyba mieli zasoby (a może i chęci) żeby wesprzeć. Zresztą, skąd w ogóle mogli wiedzieć o tym, co ze mną i we mnie skoro zniknęła mi zdolność do wysławiania moich stanów?
Zdarzyło się, nieco później, kiedy z kolei mój najstarszy syn wylądował w dużym dołku, jedna z osób, na którą bardzo liczyłam, bo kiedyś przeszła coś podobnego, nie miała dla mnie czasu. Były też leki, które pomogły się co nieco podnieść na trochę (ale nie zrobiły całej roboty). Była też terapeutka, z którą odbyłam kilka rozmów, jednak na późniejsze nie było mnie stać, bo biznes legł… Za to wsparła mnie inna cudowna i mądra Kobieta i Przyjaciółka Anna.
Samoregulacja w kryzysie: nie teoria, a codzienny akt radykalnego zadbania o siebie
Jednak przez długi czas szłam sama. Krok po kroku zdejmując to, co mi nie służy (a w czarnej d.. widać to jak na dłoni) i szukając siły w sobie. Zdejmując przekonania, które zalewały mój mózg stresem i zmieniając je na inne, bliższe podejściu samowspółczucia.
Właśnie w ciągu tych kilku lat zaczęłam naprawdę rozumieć, czym jest samoregulacja. Nie jako teoria, nie jako zestaw narzędzi. Tylko jako wewnętrzna gotowość do stanięcia po swojej stronie, niezależnie co świat o tym myśli. Gotowość do zadbania o to, co ważne i o ludzi, którzy są najbliżsi. Nie było we mnie żadnej dyscypliny, żadnych poranków cudów ani codziennego journalingu. Była za to radykalna uważność na to, czy jestem w stanie dziś wstać, czy potrzebuję leżeć. Czy mój układ nerwowy zdzierży rozmowę, czy potrzebuję ciszy. Bez udawania przed sobą, że jest dobrze, kiedy nie jest.
Nie pięknie, ale prawdziwie – jak wracałam do siebie
Było dużo milczenia i bycia ze sobą, przyglądania się swoim emocjom. Okazało się, że mój ból reaguje na 2 rzeczy: stres i naciągnięcie swoich granic oraz cukier. Było dużo prób, które nie działały (jak chociażby szkoła refleksoterapii). Ale było we mnie też coraz więcej wewnętrznej uczciwości. Coraz mniej muszę. Coraz więcej mogę i decyduję.
Nie wiem, czy ta podróż była „piękna” w instagramowym sensie. Ale była prawdziwa. I ta prawda – choć bolesna – okazała się początkiem czegoś nowego. Dziś, po tych kilku latach, wracam. Trochę inna. Nadal z fascynacją tematem samoregulacji, mózgiem, układem nerwowym i nadal z chęcią pomagania innym. Jednak z większym szacunkiem do granic – własnych i cudzych. Ze zgodą na to, że nie muszę być „dla wszystkich” i że moje przetrwanie i dobrostan nie są egoizmem, tylko fundamentem.
Jeśli dziś jesteś w czarnej dziurze – nie jesteś sama.
Piszę to wszystko, bo może Ty też jesteś dziś w czarnej dziurze. Albo byłaś. Albo boisz się, że się w niej znajdziesz. I jeśli mogę Ci coś dać – poza słowami – to niech to będzie świadomość, że nie jesteś sama. Można się wygrzebać, powoli. Krok po kroku. Łyżeczka po łyżeczce. Nie zawsze z pomocą innych – choć to ogromnie ważne i potrzebne – ale z pomocą siebie. Z pomocą pytania: czego teraz naprawdę potrzebuję, żeby odzyskać siły?
Nie mam dla Ciebie gotowych odpowiedzi. Ale mam przestrzeń, obecność, sporą wiedzę i doświadczenie. Zwłaszcza doświadczenie w tym, jak wracać do równowagi – dlatego, że przestałam się zgadzać na życie wbrew sobie i na automacie.
Jeśli to z Tobą rezonuje – zostań, napisz, daj znać. Może razem trochę rozświetlimy ten kawałek drogi.
Dołącz do mojego newslettera Pełnia równowagi w środku chaosu
To nieregularny list, który piszę wtedy, gdy naprawdę mam coś, co może Ci posłużyć. Znajdziesz w nim:
- refleksje o samoregulacji, która nie „uspokaja”, tylko przywraca kontakt ze sobą,
- wskazówki do zastosowania w codziennym życiu rodzica, nauczyciela, człowieka,
- inspiracje, jak budować wewnętrzną siłę i elastyczność – nawet w środku codziennego zamieszania.
Nie obiecuję regularnych, cotygodniowych maili – to po prostu nie moja bajka, mam swoje rytmy i “pływy” i do nich się dostosowuję. Obiecuję autentyczność i treści, które będą z głębi moich przemyśleń, prawdy, wiedzy i doświadczenia.
Nie uczę ciszy i udawanego spokoju. Uczę życia w zgodzie ze sobą.
Zapraszam.




Szłam i ja niedawno przez ciemną dolinę. Bankructwo firmy i konieczność przeprowadzki w trudne do życia miejsce, liczenie każdej złotówki po x razy przed wydaniem, mieszkanie na jednej przestrzeni z trudną do współżycia osobą wymagająca jednak opieki ze względu na wiek. Z drugiej strony przemoc w szkole u nastoletniego syna w nowym miejscu, w efekcie zaburzenia obsesyjno-kopmulsyjne a finalnie ośrodek leczenia uzależnień. Na to opieka nad młodszym synem z głęboką niepełnosprawnością i trudność w znalezieniu dobrej opieki medycznej dla niego po przeprowadzce. Wszystko zakończone rozstrojem mojego układu trawiennego, spadkiem drastycznym wagi a co za tym idzie sił fizycznych. I jako wisienka na torcie wpadła pandemia. Gdy patrzę na to z miejsca, gdzie jestem to nie wiem jak udało nam się wszystkim dobić do brzegu… Ale w tamtym czasie Twoje, Natalio, wideo, webinary dawały mi jakąś nadzieję, czułam, że mam się o co zaczepić. Ty oraz Zofia Szacht-Petersen dałyście mi wtedy dużo wsparcia Waszym dzieleniem się wiedzą i doświadczeniem. Za to z serca dziękuję!
Dziękuję za Twoje słowa z serca. Szkoda, że nie wiedziałam wtedy z czym się zmagasz, może bym pomogła choć trochę. Cieszę się że chociaż kawałek dobrego zrobiły moje słowa… <3