Od jakiegoś czasu myślę o tym, jak bardzo współregulacja i samoregulacja łączą się i przenikają nawzajem i o tym, jak obie odbywają się w relacjach.
Relacje, samoregulacja i współregulacja – jak wpływamy na siebie nawzajem
Samoregulacja kojarzy się z radzeniem sobie z własnymi emocjami, stresem i napięciem. Coraz częściej myślę jednak o niej także jako o czymś, co dzieje się w relacjach. Bo nasz układ nerwowy nie funkcjonuje w izolacji – wpływamy na siebie nawzajem, regulując się i dysregulując w codziennym kontakcie z innymi ludźmi.
Samoregulacja nie odbywa się w pojedynkę
Od jakiegoś czasu myślę o tym, jak bardzo samoregulacja jest o relacjach i odbywa się w relacjach. Chociaż przedrostek SAMO sugeruje, że mamy się regulować sami. I, będąc tzw. Zośką Samośką, wzięłam to bardzo chętnie. Ale teraz odkrywam, jak bardzo w tej mojej samoregulacji zabrakło współ-: współregulacji, relacji, przyjaźni, tego, że ktoś utuli moje emocje. I coraz bardziej czuję potrzebę tworzenia swojej wioski. Takiej dopasowanej do mnie.
Jak relacje wspierają samoregulację dziecka
Samoregulacja to nie jest tylko i wyłącznie indywidualna kwestia. Jak podkreśla Stuart Shanker, samoregulacja odbywa się w diadzie, czyli, mówiąc po ludzku, w kontakcie między ludźmi. Shanker widzi to głównie w kontekście relacji z dzieckiem czy nastolatkiem. To dzięki regulacji z zewnątrz dziecko lub nastolatek ma bowiem szansę nauczyć się samoregulacji. A regulacja z zewnątrz to po prostu kontakt ze spokojnym i stabilnym układem nerwowym rodzica, nauczyciela czy innego dorosłego, który zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa i ma przestrzeń na pomieszczenie napięcia i pobudzenia dziecka czy nastolatka.
Gdy rodzic staje się źródłem współregulacji
Oczywiście jako mama (i “Zośka Samośka”) bardzo chętnie przyjęłam na siebie rolę „regulatora z zewnątrz” i bycia opoką dla dzieci oraz empatycznym umysłem, który pomaga odnaleźć drogę w gąszczu emocji i potrzeb moich dzieci – to stało się niemal naturalnie. No dobrze, także pod wpływem moich wartości i przekonań, które prowadziły mnie przez trudne momenty, kiedy byłam bliska wybuchu i pozwalały zachować samokontrolę kiedy miałam chęć zwyczajnie nakrzyczeć (a czasem zdarzyło się też wybuchnąć, po czym dość szybko starałam się wrócić do relacji i naprawić rozłam).
Koszty współregulacji i wpływ dziecka na układ nerwowy rodzica
Jednak rola rodzica niesie ze sobą koszty energetyczne, a rozregulowany układ nerwowy dziecka ma – czy tego chcemy, czy nie – wpływ na naszą regulację rodzicielską. To z kolei może prowadzić do zmęczenia, a nawet wypalenia, które utrudniają relację z dzieckiem. Jeśli nie mamy obok innych dorosłych, z którymi możemy się współregulować, trudniej jest wrócić do rónowagi. A przeciążeni, zmęczeni i wypaleni przestajemy być opoką, a stajemy się bardziej źródłem dysregulacji dziecka, wnosząc do relacji z nim swoje napięcie i stres.
Jak nasza samoregulacja wpływa na relacje
Można myśleć o samoregulacji głównie jako o czymś, co pomaga nam samym lepiej funkcjonować. Jednak warto pamiętać, że od naszej regulacji zależy to, jak wchodzimy w relacje i co do nich wnosimy, a z kolei inni mają na nas wpływ, a poza tym potrzebujemy innych, by móc się regulować.
Warto się przyjrzeć:
- Czy wnoszę pośpiech czy spokój?
- Czy wnoszę napięcie czy poczucie bezpieczeństwa?
- Czy wnoszę gotowość do słuchania czy potrzebę natychmiastowego rozwiązania problemu?
To nie znaczy, że mamy być zawsze spokojni i wyregulowani. Chodzi raczej o świadomość, że nasz stan wpływa na innych ludzi, tak samo jak ich stan wpływa na nas. Nie żyjemy obok siebie, ale w ciągłej wymianie. I być może właśnie dlatego samoregulacja nigdy nie jest wyłącznie „samo”.
Samoregulacja – co możemy zrobić samodzielnie
W pewnym stopniu da się zadbać o regulację układu nerwowego SAMOdzielnie (i dzielnie) – na przykład dbając o chwile ciszy z herbatką na ulubionym fotelu, czytanie książek w toalecie lub wannie, medytację, gapienie się na niebo i drzewa przez okno, budowanie dobrej relacji ze sobą i dobrego, wspierającego dialogu wewnętrznego.
Dlaczego samoregulacja nie zawsze wystarcza
Jednak prędzej czy później SAMOregulacja nie wystarcza. Potrzebujemy innych. Jedni mniej, drudzy bardziej. Jeśli jesteś introwertyczką, tak jak ja, być może lepiej się wyciszasz i odpoczywasz bez innych, a relacje wymagają zasobów energii. Ale nawet introwertycy potrzebują innych. To naturalna ludzka potrzeba – przynależności i współregulacji. I jeden z ogromnych sposobów regulacji – z pomocą innych i w kontakcie z nimi.

Współregulacja w relacjach – czym jest nasza „wioska”
Aby czuć się bezpiecznie, potrzebujemy wioski. Innych ludzi, przy których czy wśród których nasze układy nerwowe mogą się odprężyć. Czasem potrzebujemy też utulenia i wsparcia, czasem wsparcia instrumentalnego (czyli tego, że ktoś zdejmie z nas ciężar ogarniania wszystkiego chociaż na trochę, żebyśmy mogły i mogli odpocząć). A często po prostu współregulacji i bycia razem w czymś fajnym, na przykład podczas śpiewania razem w chórze z grupą ciepłych i życzliwych osób, które po prostu dobrze się razem bawią (co ostatnio praktykuję). Potrzebujemy relacji.
Oczywiście rozmiar wioski i częstotliwość spotkań z nią Twój sposób bycia w tej wiosce oraz to, czego potrzebujesz od innych może się różnić od tego, czego potrzebują inni ludzie. Może też zmieniać się w czasie. Chciałabym więc Cię zachęcić do refleksji nad pytaniami:
- Czego potrzebuję od innych?
- W jakich relacjach mój układ nerwowy się odpręża?”
Relacje mogą być źródłem regulacji lub stresu
Z drugiej strony, ci inni ludzie nie zawsze są źródłem regulacji. Bywają też źródłem stresu. I z jednej strony – potrzebujemy mądrze wybierać relacje, a z drugiej strony – być może potrzebujemy też nauczyć się lepiej w nich być. Ale o tym w przyszłym tygodniu, bo szykuje się coś, o czym będę pisać częściej. Coś, co ma związek i z relacjami, i z samoregulacją (a właściwie ze współregulacją).
FAQ: współregulacja, samoregulacja i relacje
Czym jest współregulacja?
Współregulacja to proces, w którym pomagamy sobie nawzajem wracać do równowagi. Może odbywać się poprzez spokojną obecność, uważne słuchanie, życzliwy kontakt, przytulenie czy po prostu bycie razem. To dzięki współregulacji dzieci stopniowo uczą się samoregulacji, ale potrzebujemy jej również jako dorośli.
Jaka jest różnica między samoregulacją a współregulacją?
Samoregulacja dotyczy rozpoznawania i regulowania własnych emocji, stresu i pobudzenia. Współregulacja zachodzi w relacji – wtedy, gdy jedna osoba wspiera drugą w odzyskiwaniu poczucia bezpieczeństwa i równowagi. Te dwa procesy nie wykluczają się, lecz wzajemnie się uzupełniają.
Czy dorośli również potrzebują współregulacji?
Tak. Choć współregulacja najczęściej kojarzy się z relacją rodzica i dziecka, jest ważna przez całe życie. Rozmowa z życzliwą osobą, wsparcie bliskich, poczucie przynależności czy bycie częścią wspierającej społeczności mogą pomagać w regulacji układu nerwowego również u dorosłych.
Jak relacje wpływają na nasz układ nerwowy?
Relacje mogą być źródłem zarówno regulacji, jak i stresu. Kiedy czujemy się bezpiecznie, akceptowani i rozumiani, nasz układ nerwowy łatwiej się wycisza. Kiedy doświadczamy napięcia, konfliktów lub ciągłej presji, poziom stresu zwykle wzrasta. Dlatego tak ważne jest nie tylko to, jakie relacje tworzymy, ale także to, co sami wnosimy do kontaktu z innymi.
Dlaczego samoregulacja nie zawsze wystarcza?
Choć wiele możemy zrobić samodzielnie, człowiek jest istotą społeczną. Są sytuacje, w których najbardziej potrzebujemy nie kolejnej techniki regulacji, ale obecności drugiego człowieka. Wspierające relacje mogą być jednym z najważniejszych źródeł bezpieczeństwa, ukojenia i odzyskiwania równowagi.
Dołącz do mojego newslettera Pełnia równowagi w środku chaosu
To nieregularny list, który piszę wtedy, gdy naprawdę mam coś, co może Ci posłużyć. Znajdziesz w nim:
- refleksje o samoregulacji, która nie „uspokaja”, tylko przywraca kontakt ze sobą,
- wskazówki do zastosowania w codziennym życiu rodzica, nauczyciela, człowieka,
- inspiracje, jak budować wewnętrzną siłę i elastyczność – nawet w środku codziennego zamieszania.
Nie obiecuję regularnych, cotygodniowych maili – to po prostu nie moja bajka, mam swoje rytmy i “pływy” i do nich się dostosowuję. Obiecuję autentyczność i treści, które będą z głębi moich przemyśleń, prawdy, wiedzy i doświadczenia.
Nie uczę ciszy i udawanego spokoju. Uczę życia w zgodzie ze sobą.
Zapraszam.





