Samoregulacja to nie moda, technika ani szybkie narzędzie do „opanowania emocji”. To nowe podejście do człowieka – zarówno dorosłego, jak i dziecka oraz nastolatka, oparte na neurobiologii i tym, jak funkcjonują nasze układy nerwowe. To także sposób życia, który pomaga wracać do równowagi, autentyczności i życia pełnią, nawet wtedy (a może właśnie wtedy), gdy wokół panuje chaos.

W tym artykule opowiem Ci, czym (naprawdę) jest samoregulacja, dlaczego to kluczowy temat dla rodziców, nauczycieli i specjalistów – oraz dlaczego często warto zacząć od siebie, a nie od dziecka.

Samoregulacja. Jak odnaleźć spokój w świecie pełnym bodźców

Kurs online “Samoregulacja. Jak odnaleźć spokój w świecie pełnym bodźców”

Samoregulacja a samokontrola – jaka jest różnica?

Samoregulacja bywa mylona z samokontrolą. Jednak Stuart Shanker, twórca podejścia Self-Reg, które stało się moją inspiracją do dalszych poszukiwań sposobów na dobre relacje z dziećmi i własną równowagę, często pisze i mówi o tym, że samokontrola i samoregulacja to dwie różne rzeczy (artykuł po angielsku na ten temat możesz przeczytać TUTAJ, zachęcam Cię też do sięgnięcia po książkę “Self-Reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią życia”).

Samokontrola to tłumienie emocji, zaciskanie zębów, „trzymanie się w ryzach”. Wiąże się nieraz z ignorowaniem potrzeb i emocji, by osiągnąć jakiś cel (własny bądź związany z zachowaniem dziecka). Po samokontrolę sięgasz, kiedy jesteś zmęczona, ale “musisz” jeszcze dokończyć milion zadań, więc siedzisz do późna. Do niej odwołujesz się także wtedy, kiedy upominasz dziecko, by nie krzyczało, ale powiedziało Ci spokojnym tonem, o co mu chodzi. Niestety samokontrola bywa zawodna i odwoływanie się do niej, kiedy kończą nam (lub dziecku) się zasoby, kończy się wybuchem albo przeciążeniem.

Na czym polega samoregulacja?

Z pomocą w takich momentach może przyjść samoregulacja, która wiąże się z:

  • zauważeniem, co się z nami dzieje – w tym naszego napięcia, pobudzenia, zmęczenia,
  • rozpoznaniem, co wywołuje w nas stres, napięcie, pobudzenie i zużywa nam zasoby energii,
  • zadbaniem o swój układ nerwowy tak, by wrócić do równowagi – zanim wybuchniemy, zanim się obwinimy za coś czy wpadniemy w błędne koło stresu
  • zadbaniem o własne zasoby i takim zarządzaniem stresem, by nas nie przeciążał – także po to, by w kluczowych momentach mieć siłę na samokontrolę (która czasem jest potrzebna, np. kiedy naprawdę potrzebujemy zrobić coś ważnego).

Samoregulacja jest jak optymalna jazda samochodem

Można więc powiedzieć, że samoregulacja jest jak optymalna jazda samochodem (a pojazdem jest nasze ciało) – o samochód przecież dbamy, tankujemy, staramy się tak dobrać prędkość, żeby nie wypaść z zakrętu, czasem zabieramy go do mechanika, zauważamy kontrolki… Jest takim zadbaniem o siebie, by móc funkcjonować optymalnie.

W stosunku do dzieci to my, dorośli, często odgrywamy rolę regulatora z zewnątrz. Potrzebujemy więc zrozumieć sygnały przeciążenia (a często to są zachowania, które wydają nam się trudne bądź niewłaściwe, np. krzyk, a nawet wyzwiska, to, że dziecko nas nie słyszy/nie słucha, trudności ze skupieniem w szkole, niemiłe zachowanie itd.) i zamiast upominać, nakazywać, zakazywać itp. – pomóc im się wyregulować, między innymi dając im naszą empatię, łagodność, spokój.

Samoregulacja jest więc głębszym poziomem samoświadomości i troski o siebie, który pozwala nam działać z większą uważnością i spokojem – w codzienności, relacjach i wychowaniu.

Dlaczego samoregulacja zaczyna się od dorosłego?

Czasem słyszę od rodziców: „Dlaczego znowu wybuchłam, przecież tak się starałam…” albo: „Już miałam być spokojniejsza, a znowu wszystko mnie przerosło…” albo “Ciągle powtarzam to samo, a on i tak swoje”.

Znam te zdania. Niosą w sobie napięcie, zmęczenie, poczucie winy. Często nasze reakcje na dziecięce i nastoletnie zachowania są automatyczne – wynikają albo ze schematów, których nas nauczono w dzieciństwie, albo z własnego napięcia i braku zasobów, by zachować się inaczej, w sposób responsywny (czyli nie automatyczny, ale nastawiony na relację, współpracę i reagowanie na potrzeby innych).

Bywa też, że skupiamy się na zachowaniu dziecka i próbach znalezienia strategii, by ono się skończyło – żeby dziecko przestało krzyczeć, przeszkadzać podczas lekcji, skakać z fotela na łóżko. “Gdyby tylko przestał”, “Gdyby tylko zechciała współpracować”. Niektóre zachowania nas martwią, niepokoją, denerwują, więc szukamy szybkich metod na dziecko. Tymczasem – bez zrozumienia siebie i dziecka oraz tego, co dzieje się w naszych interakcjach niewerbalnie, “pod powierzchnią” – strategie bywają nietrafione i nieskuteczne. Warto więc zacząć od współregulacji i regulowania dziecka, a żeby to było możliwe, warto często zacząć od siebie i regulowania własnych stanów wewnętrznych.

Dzieci bowiem uczą się regulacji nie przez instrukcje, ale przez doświadczenie – bycia z dorosłym, który sam potrafi się wyregulować. Doznając kontaktu z wyregulowanym, spokojnym (a więc nie czującym ogromnego napięcia), świadomym i empatycznym dorosłym mogą odzyskać spokój i odnaleźć w nas kotwicę, która pomoże im wrócić do równowagi. W takich momentach uczą się – raz za razem, w milionach codziennych interakcji – jak się regulować. Uczą się uwewnętrzniając nasze stany, słowa, sposoby rozwiązywania problemów. A kiedy nauczą się regulować własne stany – trudne zachowania najczęściej same znikną. Bo najczęściej są odzierciedleniem przeciążenia, reakcji walki lub ucieczki bądź reakcji zamrożenia.

Stres rodzica, stres dziecka

Niestety, w dzisiejszym świecie, dorośli są często mocno przeciążeni i zestresowani. A nie za bardzo da się wspierać dziecko, kiedy sami jesteśmy na skraju przeciążenia, ponoszą nas emocje i nieracjonalne stany. W przeciążeniu stresem nie jesteśmy w kontakcie” – ani ze swoimi emocjami, ani z dzieckiem i z tym, co ono czuje. Nie możemy więc dziecka poprowadzić przez meandry samoregulacji, a działamy powierzchownie i od zewnątrz, próbując tłumić niewłaściwe według nas zachowania i nakazując zachowania właściwe, nie wnikając w to, co jest podłożem tych zachowań.

Co więcej, dzieci “zarażają się” naszym napięciem – nawet jeśli my na pozór jesteśmy spokojni i opanowani, dziecko odbiera nasz stan niewerbalnie i często eksternalizuje w postaci zachowań wynikających z nadmiernego pobudzenia (to mogą być wygłupy, ale też niezrozumiałe wybuchy emocji).

Dlatego samoregulacja dorosłego to fundament zdrowych relacji z dzieckiem. Warto tu pamiętać, że nie chodzi o bycie idealnym. Chodzi o to, żebyśmy potrafili zadbać o siebie wtedy, kiedy życie nas przygniata – i żebyśmy uczyli tego dzieci w działaniu, a nie w teorii.

Webinar Radzić sobie ze stresem, ale jak?

Webinar “Radzić sobie ze stresem, ale jak?”

Czy samoregulacja to unikanie stresu?

Samoregulacja może się kojarzyć z unikaniem stresu – jednak moim zdaniem zupełnie nie o to chodzi. Jest raczej takim zarządzaniem stresorami, by poprzez eliminację niepotrzebnych stresorów (np. przebodźcowania sensorycznego czy wewnętrznego krytyka), mieć zasoby na stresory, z którymi chcemy lub musimy się zmierzyć, bo jest to spójne z naszymi celami (np. wysiłek poznawczy, podejmowanie nowych wyzwań, wchodzenie w relacje z nowymi osobami itd.). Podobnie w przypadku dzieci i młodzieży – chodzi o zapewnienie takich warunków, by ich układy nerwowe czuły się na tyle bezpieczne, by mogli podejmować wyzwania, uczyć się, rozwijać, budować zdolności relacyjne itd.

To wiąże się z poznaniem siebie – swoich wrażliwości i potrzeb oraz zaopiekowaniem się nimi, ale także z łagodnym oraz pełnym szacunku poszerzaniem możliwości (własnych i dziecka) w radzeniu sobie ze stresem. W tym kontekście samoregulacja to umiejętność:

  • rozpoznawania własnych stanów wewnętrznych i tego, co je wywołało
  • neutralizacji ich wpływu na nas,
  • regenerowania zasobów oraz
  • dawkowania stresorów w taki sposób, żeby nie wybuchać, nie jechać na oparach, ale… żyć pełnią życia.

Co daje samoregulacja dorosłym (i dzieciom)?

O samoregulację warto i można zadbać w każdym wieku – od 0 do 99+. To nie tylko coś, co warto znać jako rodzic, ale także nauczyciel i po prostu każdy człowiek, ktory chce sobie lepiej poradzić z własnym stresem, relacjami i być szczęśliwy. To zdolność, która pomogłaby nam też tworzyć lepsze szkoły i społeczeństwa – mniej wojen, a więcej dialogu.  Na poziomie osobistym to umiejętność życiowa, która pomaga nam między innymi:

  • odnosić sukcesy,
  • budować dobre relacje,
  • realizować własne cele w zgodzie ze sobą i swoimi możliwościami,
  • zachowywać przytomny umysł i równowagę w trudnych sytuacjach.

Pomaga też w wychowaniu dzieci – dzięki niej bowiem możemy zbudować lepsze relacje z dzieckiem oraz zadbać o jego prawidłowy rozwój we wszystkich obszarach życia:

  • zdrowie fizyczne i psychiczne
  • nauka
  • relacje
  • radzenie sobie z emocjami. 

Dzięki temu żyjemy pełniej, autentyczniej i z większą zgodą na siebie – i my, i nasze dzieci.

Samoregulacja w praktyce – co dalej?

W kolejnych artykułach pokażę Ci, jak wyglądała moja własna droga do równowagi. Opowiem o tym, co wzięłam z podejścia Self-Reg, dlaczego nie wystarczyło mi „redukowanie stresorów” i jak powstała moja metoda ZUZA samoregulacji.

To podejście stworzyłam dla dorosłych, którzy chcą:

  • mniej się szarpać,
  • rzadziej wpadać w błędne koło stresu,
  • częściej działać z poziomu równowagi i poczucia sensu,
  • budować relacje oparte na autentycznym kontakcie oraz
  • wspierać dziecko w prawidłowym, optymalnym dla niego rozwoju w zgodzie z jego indywidualnymi predyspozycjami, mocnymi i słabymi stronami oraz możliwościami

Możesz też skorzystać z konsultacji u mnie oraz webinarów o samoregulacji dzieci w różnych grupach wiekowych oraz własnej. Jeśli chcesz, napisz do mnie na adres wprzestrzenispokoju@gmail.com. Zapisz się też na mój newsletter, w którym piszę o samoregulacji w różnych życiowych sytuacjach i podpowiadam sposoby na to, jak odzyskiwać równowagę – wciąż i wciąż.

Dołącz do mojego newslettera Pełnia równowagi w środku chaosu

To nieregularny list, który piszę wtedy, gdy naprawdę mam coś, co może Ci posłużyć. Znajdziesz w nim:

  • refleksje o samoregulacji, która nie „uspokaja”, tylko przywraca kontakt ze sobą,
  • wskazówki do zastosowania w codziennym życiu rodzica, nauczyciela, człowieka,
  • inspiracje, jak budować wewnętrzną siłę i elastyczność – nawet w środku codziennego zamieszania.

Nie obiecuję regularnych, cotygodniowych maili – to po prostu nie moja bajka, mam swoje rytmy i “pływy” i do nich się dostosowuję. Obiecuję autentyczność i treści, które będą z głębi moich przemyśleń, prawdy, wiedzy i doświadczenia.

Nie uczę ciszy i udawanego spokoju. Uczę życia w zgodzie ze sobą.

Zapraszam.

Zostaw komentarz